Wojciech Dudziński i Jola Korycka - Pani na Shalott
Player audio w wersji BETA. Ew. zgłoszenia błędów prosimy kierować na
Komentarze (6)
Gdzie łany zboża w rannej mgle
Do nieba dążą srebrząc się
Gościniec zbiega, w dół im mknie
Ku wieżom miasta Camelot.
A kiedy blady wstanie świt,
Wędrowcom zda się, że to zwid
Na falach rzeki zamku szczyt,
To wyspa jest Shalott.
Tam łanem rośnie lilii kwiat,
Odwieczne fale goni wiatr,
Na fali biały łodzi ślad
Lub barek co przez rzeczny trakt
Zdążają w dół do Camelot.
I tylko czasem pośród drzew
Zamiera cichy wiatru wiew
I słyszą ludzie słodki śpiew.
To Pani na Shalott.
Od lat na wieży swojej trwa,
Tkaninę cienką pilnie tka,
Kolorów sto w jej dłoniach gra,
Nie patrzy w okno, gdzie światło dnia
I widok miasta Camelot.
Przestrzegał ją tajemny głos,
Że jeśli spojrzy chociaż raz
Potężnej klątwy spadnie cios i zginie
Pani na Shalott.
Więc tylko lustra jasne szkło
Obrazów jej pokaże sto,
Gdy zechce widzieć wszystkich co
Cienistym traktem w dzień i w noc
Zdążają tam, do Camelot.
Brzuchaty opat, wiejski gbur,
Żebrak wyschnięty niby wiór
I panien barwnych długi sznur
Nie spojrzą nawet na Shalott.
Pewnego ranka, gdy księżyc zbladł
I brzask rumieńcem zdobił świat,
Do okna jej jak promyk wpadł
Odbity w zbroi słońca ślad.
To rycerz gnał do Camelot.
Jak mleko biały jego koń,
Na złotym mieczu pewna dłoń,
Błękitne oczy jak morza toń,
To on, sir Lancelot.
Rzuciła Pani płótno w kąt,
Wrzeciono jej wypadło z rąk.
Słoneczny blask poraził ją,
Ujrzała jeźdźca pośród łąk,
Spojrzała w dół na Camelot.
Zerwana nić jak cienki włos,
Zwierciadło pęka w drobin stos.
'Klątwa nade mną!' krzyczy w głos
Pani na Shalott.
Burzliwą noc dal potem Bóg,
Na czarnym niebie czarny kruk,
Nie straszny Pani gromów huk,
Opuszcza swego zamku próg
I patrzy wciąż na Camelot.
Nad rzeki schodzi stromy brzeg,
Znajduje łódź w wilgotnej mgle,
Na burcie pisze imię swe
'Pani na Shalott'.
Zaszumiał traw nadrzeczny chór,
Przeleciał ptak z poszumem piór,
Plusnęła woda wokół gór,
Już niesie Panią bystry nurt
Tam w dół gdzie miasto Camelot.
Schyliły się konary drzew
I coraz ciszej brzmiał jej śpiew
Aż w końcu śmierci chłodny wiew
Otulił Panią na Shalott.
A kiedy miasto zbudził świt,
Rycerz i dama i kto żyw
Nad cichą rzekę wszyscy szli,
Kim była tego nie wie nikt
W szlachetnym mieście Camelot.
Lancelot w zamyśleniu stał
I rzecze "Bóg ją w łaskach miał!
Urodę wielką, wdzięk jej dał.
Pani na Shalott."